Początki z pierwsza klasą – Helena Urwanowicz

3 stycznia 2020 | Autorem wpisu jest: Robert Sowiński | Ilość odsłon: 444

Powracając myślami do okresu studiów, przypominam sobie, jak wielce promowana była metoda wychowawcza Marii Montessori. Innym prekursorom nurtu Nowego Wychowania nie poświęcano już tak wiele uwagi, ale mnie zainteresowała wówczas Helen Parkhurst. Czy to przez zbieżność imion, czy poprzez zbliżoną wizję edukacji, gdzieś wewnątrz mnie ziarno „Daltona” zostało zasiane. Musiało minąć jednak kilkanaście lat, aby mogło zakiełkować.

Plan daltoński w moim życiu zawodowym pojawił się dość niespodziewanie. Kilka miesięcy przed rozpoczęciem roku szkolnego dostałam propozycję objęcia klasy pierwszej- warunek był jeden, ma to być klasa z innowacją pedagogiczną. Montessorii, plan daltoński, dary Froebla – mogłam wybierać. Zaczęłam poszukiwania. Im bardziej wgłębiałam się w plan daltoński tym mocniej czułam, że to coś dla mnie.
Początki nie należały do najłatwiejszych. Plan daltoński doczekał się już opisu w wielu ciekawych publikacjach, ale ich odnalezienie nie należy do najłatwiejszych. Jeśli ktoś dopiero „raczkuje” w zakresie tej koncepcji z pewnością będzie zmuszony do wnikliwego poszukiwania literatury. Jak to bywa w życiu codziennym, nieocenioną pomocą stał się Internet. Blogi, podcasty, wywiady z praktykami, grupy na portalach społecznościowych – były dla mnie miejscem, gdzie szukałam inspiracji, pomysłów. Wzięłam również udział w szkoleniach podstawowych dotyczących planu daltońskiego – łącznie w trzech- czuje się już ich weteranką. Każde z tych spotkań wniosło coś nowego, usystematyzowało moją dotychczasową wiedzę, zwracało uwagę na nowe szczegóły.
Największym jednak stresem było wystartowanie z innowacją z elementami koncepcji planu daltońskiego w klasie pierwszej. Nie miałam pojęcia co faktycznie będzie mi niezbędne w sali – jakie materiały, pomoce. Na szczęście plan daltoński jest tak bardzo elastyczny, że pozwala na samodzielne wykonywanie niezbędnych materiałów. Nie trzeba przeznaczać na to ogromnego budżetu.

Na świeżo mam w pamięci pierwsze tygodnie pracy, gdy poznawałam swoją klasę. Starałam się uważnie obserwować dzieci-dobrze rozpoznać ich możliwości i potrzeby. Pierwszą rzeczą, którą wprowadziłam w swojej klasie już w drugim tygodniu pracy było losowanie par. Dzieci siedzą ze sobą, pracują w tych parach, ustawiają się z tym samym dzieckiem przez cały tydzień. Obawiałam się, że spotka się to z negatywnym odbiorem ze strony dzieci, że będą marudzić, oponować, ale był to strzał w dziesiątkę! W przeciągu kilku miesięcy pracy pojawiły się tylko dwie sytuacje konfliktowe na owym tle. Rozwiązywaliśmy takie sytuacje na bieżąco. Mimo, iż trafiły mi się grupki dzieci mocno zżytych wspólną przeszłością przedszkolną, integracja klasowa przebiegła bardzo sprawnie. Cotygodniowa zmiana partnerów pomogła mi zapoznać ze sobą dzieci, także osoby bardziej nieśmiałe czuły, że są otoczone troską i zainteresowaniem. Dużo czasu, szczególnie w piątki, przeznaczam na rozmowę, podsumowanie współpracy – to krótkie wywiady oparte o pytania:
• co Ci się podobało w relacji z Twoim kolegą/koleżanką?
• opisz miłą sytuację ze swoim partnerem.
Na początku, dzieci miały spory problem z zauważaniem pozytywów, jednak ćwiczenie czyni mistrzem i idzie nam to coraz sprawniej.

Kolejny element, który sprawdził się w mojej klasie to funkcja prawa, lewa ręka. Poniedziałkowe losowanie jest wyczekiwane przez dzieci. Każdy czeka niecierpliwie na swoją kolej. Prawa, lewa ręka jest to ktoś, kto wiele znaczy w naszej klasie. Dzieci pełniące tę funkcję mają swoiste przywileje: rozdają materiały potrzebne do zajęć, rozdzielają mleko i warzywa, pomagają w codziennych zadaniach, ale mają też misje specjalne – chodzą do sekretariatu bądź innych nauczycieli. Od października zaczęliśmy wprowadzać dyżury. W poniedziałek prawa i lewa ręka losują dzieci do dyżurów.
We wrześniu zawisł w naszej sali zegar daltoński. Z początku wykorzystywaliśmy go głównie do wyznaczania czasu trwania przerwy. Dopiero od kilku tygodni używamy go do zaznaczania czasu na wykonywanie zadań. Musiałam dobrze poznać możliwości swojej klasy, aby właściwie określić ilość czasu potrzebną moim uczniom.

Dużą pomocą w mojej codziennej pracy okazał się sygnalizator. Mam w klasie kilku uczniów, którzy domagali się uwagi dosłownie cały czas. Pojęcie odroczonej uwagi w ich wypadku w zasadzie nie istniało. Wprowadzenie świateł i ich respektowanie nie było proste. Stopniowo, powoli, na krótkie momenty zaczęłam zaznaczać żółte światło. Powtarzałam jak mantrę „zapytaj najpierw kolegi/koleżanki”. Z każdym kolejnym tygodniem jest coraz lepiej.
Momentem największego zaskoczenia była pierwsza „godzina daltońska”. Odważyłam się na nią po około dwóch miesiącach pracy z klasą. Przygotowałam kilka zadań do samodzielnego wykonania. Powiesiłam wszystko na tablicy, wytłumaczyłam każde zadanie, wyznaczyliśmy czas na zegarze i dzieci zaczęły. Zaangażowanie uczniów było ogromne. Obserwując swoją klasę byłam w szoku jak dobrze moje dzieci odnajdują się w takiej formie pracy. To był dobry czas na obserwację i pomoc dzieciom nieco słabszym. Bardzo ucieszyła mnie wzajemna pomoc między dziećmi. Od tego dnia „godzina daltońska” zagościła u nas na stałe- organizujemy ją co najmniej raz w tygodniu. Kosztuje mnie to sporo przygotowań, a następnie sprawdzania, ale widząc radość i dumę moich uczniów wiem, że warto.

Plan daltoński stanowi dużą inspirację w rozwiązywaniu problemów wychowawczych. Trudne zachowania były największą ścianą z jaką się zderzyłam w pierwszych miesiącach pracy z klasą. Duża ilość scenek odgrywanych przez uczniów z późniejszą refleksją – co się udało, a co nie i dlaczego? Co pomagało, a co przeszkadzało w rozwiązaniu problemu? Tego typu zajęcia zajmowały nam sporo czasu, jest to jednak inwestycja, która mam nadzieje przyniesie dobre efekty. Dzieci poznały i zrozumiały zasady panujące w klasie i szkole, uspokoiły się i zaczęły lepiej funkcjonować. Uczą się tego przez cały czas.
Po kilku miesiącach pracy elementami koncepcji planu daltońskiego wiem, że złapałam bakcyla. Muszę przyznać, że obserwując swoją klasę funkcjonującą w ten sposób jestem zachwycona rezultatami. Utwierdza mnie to w przekonaniu, że była to dobra decyzja dla mnie, moich uczniów i ich rodziców. Wiem, że chcę w ten sposób pracować i towarzyszyć swoim dzieciom w ich przygodzie z edukacją.


Helena Urwanowicz
nauczyciel edukacji wczesnoszkolnej,
Szkoła podstawowa nr 9 im. 42 Pułku Piechoty w Białymstoku

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zapisz się na newsletter!

Zapisz się do naszego newslettera!
Szanujemy Twoją prywatność.