Moja przygoda z planem daltońskim i prehistorycznymi gadami – Barbara Kręcichwost

25 kwietnia 2018 | Autorem wpisu jest: Robert Sowiński | Ilość odsłon: 686

Wszystko zaczęło się 30 sierpnia 2017r.…

Z uwagą przysłuchiwałam się wystąpieniu Pani Ludwiki Michałowskiej (obejmującej 1 września stanowisko Dyrektora Przedszkola nr 43 we Wrocławiu), która krok po kroku odsłaniała przed całym zespołem tajniki pedagogiki planu daltońskiego. Zapowiedziała wówczas, iż pragnie, by w grupie „Ważki”, którą wspólnie poprowadzimy, wdrożono ideę Helen Parkhust. 1 września zaczęłam stawiać pierwsze kroki na szlaku daltońskim. Zaczęłam szukać informacji, pomysłów, by ruszyć w tę drogę odpowiednio przygotowana.

Dzisiaj, jak patrzę wstecz, bardzo cieszę się i doceniam to, że Pani Dyrektor nie narzuciła mi terminów, zadań, lecz była w pobliżu służąc radą, wsparciem, literaturą (pierwszą fachową książką, jaka wpadła w moje ręce była „Pedagogika planu daltońskiego” Roela Rohnera, Hansa Wenke); a zapewnienie, że decyzja należy do mnie, kiedy zacznę swoją przygodę, dawało mi poczucie pewnej swobody. Bardzo chciałam zacząć jak najszybciej, ale miałam świadomość, że najpierw muszę stworzyć pewne pomoce, by nasze 4-5-latki mogły wejść na ten szlak.

Ruszyłam w październiku…

Kolejno wprowadziliśmy wizualizację dni tygodnia. Do dzisiaj jest tak, że zazwyczaj dziecko, które pierwsze wchodzi do sali przesuwa strzałkę na odpowiedni dzień. Następnie pojawiła się wizualizacja dyżurów – codziennie losujemy nowe osoby, które mają swoje obowiązki w grupie:

  • pilnowanie porządku w łazience,
  • sprawdzanie porządku w kącikach,
  • pielęgnacja kwiatów i założonych hodowli kiełków rzodkiewki oraz rzeżuchy,
  • przygotowanie materiałów plastycznych do zajęć,
  • pomoc przy nakrywaniu do stołów, witanie dzieci w „restauracji” o nazwie przez siebie wymyślonej i życzenie „Smacznego”,
  • kontrolowanie poziomu natężenia hałasu w grupie oraz czuwanie nad sygnalizatorem.

Kolejnym etapem było wprowadzenie tablicy zadań. „Zaadaptowałam” do tego celu dawną tablicę motywacyjną. Na symbolach graficznych nakleiłam kółeczka z folii samoprzylepnej w pięciu kolorach. Pomysł sprawdza się doskonale. W każdy poniedziałek zaczynamy realizację tematu kompleksowego i już od rana padają pytania „A jakie będą zadania?”. Zazwyczaj przygotowuję 2-3 zadania. Staram się, by były różnorodne i by przynajmniej jedno było związane z realizowaną tematyką kompleksową.

Środa jest dniem, w którym rozmawiam z dziećmi na temat zaproponowanych zadań. Proszę o wskazanie tych, które sprawiły im dużo radości oraz pytam, czy natrafiły na trudności i czego one dotyczyły. Zauważyłam, że nasze „Ważki” przepadają za zadaniami wieloetapowymi, których efektem jest „dzieło”. Tego typu zadania rozwijają wyobraźnię, doskonalą koordynację na linii oko-ręka, usprawniają motorykę małą i co najważniejsze – sprawiają dużo radości.

I tak mijały nam kolejne dni i miesiące.

Przed świętami Wielkanocnymi Ważki po raz pierwszy pracowały w parach. Zadanie polegało na wykonaniu „wielkanocnego zajączka”. Postanowiłam spróbować z losowaniem osób w parze. „Ważki” spisały się znakomicie; ani jedno dziecko nie kwestionowało wylosowanej osoby do współpracy, a potem już była sama zabawa. Indywidualne malowanie brzuszka i głowy oraz wzajemne malowanie stóp (stanowiących słuchy i skoki zająca) sprawiło dzieciom dużo radości. Później wystarczyło wyciąć poszczególne elementy, przykleić w odpowiednim miejscu i zajączek był gotowy.

  

 

W marcu zaplanowałam na następny miesiąc realizację tematu związanego z dinozaurami. Ponieważ temat obejmuje wiedzę specjalistyczną, a ja nie mam szczególnych zainteresowań w tej dziedzinie, postanowiłam spróbować czegoś innego.

Ekspertem w tym temacie,  osobą posiadającą obszerną wiedzę o prahistorycznych gadach w mojej grupie jest Felek. Jeszcze przed świętami rozmawiałam z tatą chłopca i poprosiłam o pomoc przy realizacji tego tematu. I to był strzał w dziesiątkę. Feliks i jego Rodzice przeszli moje wyobrażenia.

W tym miejscu pragnę serdecznie podziękować Felkowi oraz jego Rodzicom za otwartość, zaangażowanie i pomoc przy realizacji zagadnień obejmujących erę mezozoiczną. Chłopiec był wspaniale przygotowany do prezentacji swojej pasji.

 

 

Temat kompleksowy (realizowany w dniach 16.04.-20.04.2018r.) podzieliłam na tematy dnia (by Felkowi było łatwiej zorganizować swoje wystąpienie ?):

Poniedziałek– wprowadzenie – „ Jak wyglądał świat sprzed milionów lat?”

Wtorek – dinozaury lądowe mięsożerne,

Środa – dinozaury roślinożerne,

Czwartek – gady wodne,

Piątek – gady lądowe.

Felek każdego dnia przychodził do przedszkola rzetelnie przygotowany do przeprowadzenia zajęć. Prezentował na forum swoją bogatą wiedzę, popierając ją ilustracjami z albumów i książek. Dzieci były trochę zaskoczone widząc chłopca siedzącego na krzesełku i prowadzącego zajęcia.  Jednocześnie podkreślały, że Feliks dużo wie o pragadach, bo się nimi od dawna interesuje. Nie ukrywam, że moja rola sprowadzała się do prowadzenia zabawy ruchowej oraz zadawania pytań.

I tak dzieci i ja ? dowiedzieliśmy się, że w erze mezozoicznej były trzy okresy – Trias, Jura i Kreda; na Ziemi w pierwszym okresie był jeden superkontynent  Pangea, który w późniejszym czasie podzielił się na Laurazję i Gondwanę, a te z kolei rozpadły się na 7 kontynentów. W Triasie większość lądów porastała twarda, krzewiasta roślinność albo ziemia miała charakter pustynny.

W miarę upływających lat, zmieniała się flora. Pojawiły się mchy, paprocie, drzewa, głównie iglaste, a w Kredzie również liściaste. Przed dinozaurami żyły m.in. dimetrodony.

Wspominał też, że wszystkie dinozaury były jajorodne, ale samica ich nie wysiadywała (ze względu na ciężar swojego ciała), lecz pozostawiała schowane w ziemi i przykryte roślinami. Wyjaśnił, że jaja mięsożerców były wydłużone, natomiast roślinożerców – zaokrąglone. Wielkość jaj zależała od wielkości dinozaura.

Chłopiec bez trudu sklasyfikował przyniesione przez kolegów figurki dinozaurów tworząc dwa zbiory (roślinożerców i mięsożerców). Po uszeregowaniu ich, dzieci posługując się liczebnikami porządkowymi wskazywały wybranego dinozaura i określały jego cechy zewnętrzne. W przypadku, kiedy jedna z dziewczynek nie potrafiła określić nazwy pragada, odwoływaliśmy się do wiedzy naszego grupowego eksperta, a ten rozwiewał wszelkie wątpliwości. W kolejnych dniach chłopiec charakteryzował poszczególne grupy dinozaurów.

Przedstawił wiadomości dotyczące dinozaurów mięsożernych (np. tyranozaur, allozaur, troodon, brachiozaur, welociraptor, spinozaur), które chodziły na dwóch nogach. Ich przednie łapy były krótkie, jakby karłowate. Zęby miały ostre jak szpilki. Nie miały dziobów. Żywiły się mięsem lub padliną. Ich bronią były zęby, pazury oraz atak stadny.

Opowiadał również o dinozaurach roślinożernych (np. diplodok, centrozaur, iguanodon, stegozaur, triceratops) chodzących głównie na czterech nogach. Miały one zaokrąglone zęby. Niektóre gatunki miały dzioby. Jadły rośliny. Ich bronią były kolce na grzbiecie, rogi, buławy na końcach ogonów. Były znacznie większe od mięsożerców.

Z ery mezozoicznej przetrwały m.in. ślimaki, ważki, żółwie, paprocie. Felek wyjaśnił również pochodzenie węgla kamiennego, a następnie dzieci przedstawiły w formie rysunku (z wykorzystaniem węgla drzewnego) jak wyobrażają sobie „Świat sprzed milionów lat”.

W minionym tygodniu dzieci chętnie bawiły się w „Berka”, kiedy na hasło „Dinozaur” przyjmowały pozycję nieruchomego pragada.

Nie zabrakło również muzyki. Wiele radości było przy zabawie z woreczkami przy piosence „Dinozaury” (wyd. AKORD). W ramach aktywnego słuchania muzyki „Ważki” siedząc w kręgu wykonywały rytmiczne ruchy z woreczkiem i podawały go kolejnej osobie.

Tydzień zakończyliśmy rozważaniem nt. wyginięcia dinozaurów. Tu Feliks wyjaśnił potencjalną przyczynę ich wymarcia, po czym nastąpiła burza mózgów nad zagadnieniem „Jak toczyłoby się życie na Ziemi, gdyby dinozaury nie wyginęły”.

Obejrzeliśmy również film pt. „Dinozaur” wytwórni Walta Disney’a.

Oczywiście, w minionym tygodniu nie zabrakło również zadań daltońskich. W poniedziałek, ze względu na przebywanie przez cały dzień w sali wielofunkcyjnej i brak dostępu do pewnych materiałów plastycznych, zaproponowałam dzieciom tylko jedno zadanie utrwalające znajomość cyfr.  Jednocześnie zapowiedziałam, że drugie czeka na nie we wtorek.  Tak jak przewidziałam w poniedziałek kilkoro dzieci skończyło swoją pracę.

We wtorek od samego rana byliśmy już u siebie. Po wystąpieniu Feliksa i po wykonaniu wielu działań matematycznych nadszedł czas na prezentację drugiego zadania – wykonanie wybranego dinozaura kierując się instrukcją w formie piktogramów. Do wyboru był: tyranozaur, stegozaur, triceratops, diplodok i pterodaktyl.

Kolejne etapy pracy to: pomalowanie poszczególnych elementów, wycinanie, sklejenie i ozdobienie dinozaura wg pomysłu dziecka. Po przedstawieniu dzieciom zadania udałam się do półki, na której zawsze stoją kuwety i materiały do zadań. Odwróciłam się i zobaczyłam podążający za mną sznureczek dzieci. Ułożyłam przygotowane połówki dużych talerzy papierowych, porozkładałam kartki z wydrukowanymi elementami ciała poszczególnych dinozaurów, a spora grupka dzieci (wśród nich był jeden chłopiec – Felek) już powędrowała do stolików. Ustaliliśmy, że zadanie to będzie wykonywane przy jednym stoliku ze względu na dużą ilość miseczek z farbami (wlewam jeden kolor farby do jednej miseczki i daję dwa pędzelki; dzięki temu kolory się nie brudzą). Sześcioro dzieci malowało, a kilkoro przypatrywało się ich pracy. I takim sposobem we wtorek niemal wszystkie obecne w tym dniu dzieci pomalowały farbami komponenty dinozaura. Powstały piękne prace podziwiane w naszej galerii przez całą społeczność przedszkola.

Większość grupy wykonała dwa zadania w pierwszych dwóch dniach. Jeden chłopiec, mimo zachęty, deklaracji pomocy ze strony rówieśników i mojej, nie podjął się wykonania tego zadania. Wiem, że i on niebawem będzie gotowy na wykonanie zadań – czekam spokojnie na jego gotowość.

 

Mam świadomość, że to dopiero początek mojego odkrywania pedagogiki w pięciu kolorach. Jestem pewna, że droga, na którą wkroczyłam jesienią ubiegłego roku, dzięki inspiracji Pani Dyrektor – Ludwiki Michałowskiej, jest właściwa. Doprowadzi moje „Ważki” do osiągnięcia wspaniałych efektów edukacyjnych niezbędnych im w dorosłym życiu, a mnie dostarczy jeszcze więcej satysfakcji w pracy z najmłodszymi, bo już wiem, że stwarzając dziecku możliwość podejmowania decyzji dotyczącej jego aktywności sprawiamy, że rozwija się jego motywacja wewnętrza. Uczy się ono m. in. odpowiedzialności za własne działania i współpracy z innymi (każdy może liczyć na pomoc koleżanek lub kolegów).

 

 

Barbara Kręcichwost
Nauczycielka Przedszkola nr 43 „Kolorowe” we Wrocławiu
Wrocław, 20.04.2018r.

2 komentarze

  • Ludwika 25 kwietnia 2018 at 19:11

    Basiu dziękuję, że chciałaś rozpocząć pracę według Pedagogiki Planu Daltońskiego, a dla mnie po prostu Kolorowej Edukacji pełnej radości dzieci i inspiracji dla nauczyciela – przewodnika. Cieszę się, że mam tę okazję codziennie widzieć Twój rozwój i radość z osiągnięć Twoich dzieci. Gratuluję

  • Barbara Kręcichwost 26 kwietnia 2018 at 05:51

    Bardzo Dziękuję !!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *