Moja przygoda z planem daltońskim – Ewa Motyka

12 lutego 2018 | Autorem wpisu jest: Robert Sowiński | Ilość odsłon: 868

,,Jeśli szanujemy dziecko i podążamy za jego możliwościami to może ono zrobić więcej, niż od niego oczekujemy, a wszystko co dziecko potrafi – nauczycielowi zrobić nie wolno”Helen Parkhurst

Moje pierwsze spotkanie z pedagogiką planu daltońskiego było dosyć niespodziewane aczkolwiek bardzo interesujące. Był rok 2013 Fundacja Elementarz zorganizowała konferencję ” Nowe przestrzenie edukacji – Building Learning Power „, na której pojawiła się między innymi Ania Sowińska wraz z nauczycielkami ze swojej szkoły. Opowiadała wtedy o pedagogice planu daltońskiego, jej entuzjazm i pasja udzieliły się także i mnie. Po powrocie z konferencji bardzo chciałam wprowadzić elementy „Daltona” u siebie w grupie, niestety z różnych przyczyn się nie udało. Koncepcja edukacji daltońskiej zaległa w szufladzie na kolejnych kilka lat.

Wakacje 2017, znowu wpadłam na tego cudownego człowieka jakim jest Ania Sowińska, która przypomniała mi o tej fascynującej metodzie – pedagogice planu daltońskiego. Po długich rozmowach z nią postanowiłam spróbować, od września 2017 w mojej Wiolinkowej grupie pracujemy wg koncepcji Helen Parkhurst. Na początek zapoznałam z planem daltońskim moją Panią Dyrektor, która sama zachwyciła się jego głównymi założeniami. Następnie na zebraniu przedstawiłam swój pomysł również rodzicom, którzy dali mi zielone światło aby spróbować. Wakacje były czasem przygotowań, rozmyślań nad aranżacją sali, nad pomocami jakie będą potrzebne na początek, nad tym od czego zacząć i jak wprowadzić moje Wiolinki w inny świat edukacji. Świat który sami sobie stworzą, w którym nic nie trzeba a wszystko można. W tym roku dostaliśmy bardzo trudną salę, przejściową, z jednej strony schody, z drugiej kuchnia, a pomiędzy dwa wejścia do innych sal. Miejsca niby dużo, ale tak naprawdę mało.

Tworząc przestrzeń do pracy zależało mi na tym, żeby dzieci dobrze się w niej czuły, dlatego wszystkie kąciki tematyczne czy zainteresowań tworzą sobie sami. Staram się dawać im dużo swobody w działaniu i zachęcać do czynnego udziału w życiu grupy. Fantastyczne jest to, że stałam się dzięki temu przyjacielem, a nie panią której trzeba słuchać. Dzieci ze mną rozmawiają, gdyż wiedzą, że jeśli podadzą dobre argumenty to zgodzę się na wiele.

Już we wrześniu w naszej sali pojawiły się takie elementy jak: dyżury, lista obecności, wizualizacja dni tygodnia oraz plan dnia. Mam grupę 4-5 latków więc szybko się wdrożyli w obowiązki dyżurnego – żeby nie było kłótni stawiamy na ślepy los, raz w tygodniu w poniedziałek losujemy dyżurnych, staram się jednak aby każdy był za coś odpowiedzialny. Ponieważ nie jestem fanką znaczków już w ubiegłym roku wprowadziłam wizytówki z imionami, oznaczyłam nimi krzesła, miejsca na ręczniki w łazience oraz wieszaki w szatni.
Lista obecności służy nam nie tylko do zaznaczania swojej obecności każdego dnia, wykorzystuję ją również do rozwijania słuchu fonematycznego czy nauki kolorów w języku angielskim czy do kształtowania umiejętności orientacji w przestrzeni oraz przeliczania. Trochę nadałam jej drugie życie.

Plan dnia był na początku wielkim wyzwaniem, szczególnie dla mnie. Pomimo że doskonale znam ramowy rozkład dnia, zastanawiałam się jak w przystępny sposób wdrożyć w niego dzieci. Okazało się że nie taki plan dnia straszny. Przez pierwsze dwa tygodnie układaliśmy plan dnia wspólnie, dziś dzieci tak dobrze znają rozkład naszego tygodnia że robią to same. Czasem uśmiecham się sama do sobie, kiedy słyszę : „Dzisiaj jest czerwony poniedziałek, mamy język polski i gimnastykę. Angielski jest jutro” 🙂 Zauważyłam, że plan dnia jest szczególnie ważny dla dzieci z autyzmem i zespołem Aspergera, jest to doskonała pomoc dla nich. Widzę, że często sięgają do planu dnia i sprawdzają co będzie za chwilę. Myślę, że pozwala im to lepiej przygotować się do zmiany aktywności. Wizualizacja dni tygodnia – nasze kolorowe nutki ( oczywiście w kolorach daltońskich) pomagają moim przedszkolakom rozpoznawać dnia tygodnia, chociaż teraz robią to już bez problemu, początki były różne. Cieszę się, że dzieci same pamiętają by przesunąć strzałkę na kolejny dzień tygodnia.

Po dwóch miesiącach pracy wg koncepcji planu daltońskiego już zauważyłam znaczy wzrost samodzielności u moich dzieci. Codzienne nakrywanie i sprzątanie po posiłkach, opiekowanie się kącikami zainteresowań, roślinami, przygotowywanie pomocy do zajęć czy opieka nad naszym grupowym zwierzątkiem nie była już dla nich żadnym problemem. Nie wymagała również przypominania. Dzieci odznaczają się znacznie większym poziomem odpowiedzialności oraz samodzielności w działaniu. Kompletnie zapomniana fraza „ale ja nie umiem” leży gdzieś głęboko w szafie, częściej teraz słyszę „spróbuję i zobaczymy”. Postanowiłam więc wprowadzić kolejny daltoński element czyli „To już umiem”, gdzie dzieli zaznaczają swoje umiejętności. Świetnie się patrzy jak puste miejsca obok ilustracji zapełniają kolejne wizytówki z imionami. Stanowi to również ważny element budowania motywacji wewnętrznej u dzieci. Dzięki temu elementowi widzę, że moje Wiolinki chętniej próbują nowych rzeczy, oraz doskonalą już zdobyte umiejętności.

I nastał kolejny miesiąc pracy – listopad, był to ciekawy miesiąc, gdyż poznaliśmy rolę eksperta. Nasz grupowy ekspert od dinozaurów przygotował wraz z mamą fascynujące zajęcie, okazało się że aktywności starczyło na cały tydzień, mieliśmy zatem eksperta tygodnia. Ekspert opowiadał nam ciekawostki na temat życia dinozaurów, pokazywał ilustracje oraz eksperymenty, reszta grupy była bardzo zainteresowana. Nie dość, że chłopiec mógł podzielić się wiedzą ze swoimi kolegami, to ogromnie wzrosła jego samoocena i motywacja do dalszej pracy. Odtąd staram się planując miesiąc robić to w taki sposób, by uwzględnić zainteresowania moich Wiolinek i znaleźć kolejnego eksperta. Nawet dzieci z trudnościami w funkcjonowaniu społecznym wyrastają na liderów czy ekspertów, co pomaga w ich terapii oraz otwarciu się na drugiego człowieka.

Tygodniowa tablica zadań – początki były ciężkie, gdyż wszystkie dzieci wykonywały zadanie tego samego dnia, kiedy zostało rozdane i przychodziło po jeszcze. A przecież planowanie nie do końca na tym polega. Wpadłam więc na pomysł rozłożenia jednej pracy na trzy etapy, w taki sposób żeby nie dało się tego zrobić jednego dnia. Cel osiągnięty, dzieciaki zrozumiały na czym polega planowanie pracy. Oczywiście nadal funkcjonuje szuflada zadań dodatkowych, ale nie jest już traktowana jako kolejne zadanie do wykonania tylko jako bonus. Dzięki tablicy zadań, dzieci faktycznie planują swój czas, starają się wypełniać zadania zgodnie z tym co zaplanowały. Nie zawsze się to udaje, ale dla mnie ważna jest sama droga jaką dziecko przebędzie w dojściu do celu, a nie sam cel.

Współpraca – dzieci w wieku przedszkolnym są jeszcze bardzo egocentryczne, współpraca jest zatem dla nich czymś ciężkim do osiągnięcia. Dzieci chętniej proszą o pomoc osoby dorosłe niż rówieśników. Tak było i w mojej grupie, napisałam było, gdyż jest to już czas przeszły. W ciągu jednego semestru udało się osiągnąć bardzo dużo w tym zakresie, dzieci chętnie podejmują zadania wymagające współpracy, pomagają sobie wzajemnie.

Refleksja, czyli coś co dotyczy bezpośrednio mnie – nauczyciela. Myślę, że jest to najważniejszy element pedagogiki planu daltońskiego. Każdego dnia obmyślając zajęcie na dzień kolejny zastanawiam się jak zainteresować moje Wiolinki, jak wzbudzić w nich tyle ciekawości żeby chciały swoją wiedzę pogłębiać sami. Refleksja daje mi też szansę spojrzeć na swoje działania z dystansem, stanąć z boku i sprawdzić co działa, a co trzeba poprawić. Co ważniejsze dzięki codziennej analizie danego zajęcia lepiej poznaję zainteresowania i umiejętności moich przedszkolaków, wiem w jaki sposób budować ich motywację wewnętrzną. I swoją przy okazji, bo każdy dzień traktuję jak nowe wyzwanie, każdy dzień jest zdobywaniem kolejnej góry.

I na koniec chciałabym zaznaczyć, że bez współpracy ze strony rodziców te wszystkie moje działania nie miałby większego wydźwięku. Rodzice bardzo zaangażowali się w pracę grupy, niby przyziemnie sprawy jak zrobienie zakupów czy ugotowanie warzyw na sałatkę są dla nas bardzo ważne. Ogromnie się cieszę, słysząc że niektórzy z nich wprowadzili w swoich domach elementy daltona. Takie słowa dodają wiary w to, że system daltoński działa.

I tak minął nam pierwszy semestr. Zobaczymy co przyniesie kolejny. Trzymajcie za nas kciuki 🙂

Ewa Motyka – nauczycielka Publicznego Przedszkola Nr 25 w Sosnowcu

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *