HISTORIA PEWNEJ TABELKI CZYLI O TYM, JAK 336 KWADRATÓW UCZY KORZYSTANIA Z INTERNETU A PLAN DALTOŃSKI OKAZUJE SIĘ BYĆ 18+

28 marca 2020 | Autorem wpisu jest: Robert Sowiński | Ilość odsłon: 255

autorka:Joanna Świnoga-Jędrzejczyk

Nadzwyczajne sytuacje mają moc weryfikowania nawyków, zwyczajów, światopoglądów, nic więc dziwnego, że bezprecedensowe działania przeciw, że zacytuję naszego Najmłodszego, „Królowi Wirusowi”, wstrząsnęły priorytetami nie tylko w wymiarze globalnym, ale i w małych, prywatnych światach. U każdego, wiadomo, skutki są inne, jednak mają one wspólny mianownik: przeorganizowania w obrębie czasu i przestrzeni, które nagle i nieodwołalnie przestawiły nas w tryb awaryjny. Przestrzeń w większości przypadków uległa znacznemu ograniczeniu. A czas? Niby powinno być go więcej, zaoszczędzonego na dojazdach do i z pracy, na błądzeniu po galeriach handlowych oraz na wielu innych pozadomowych sprawach. A jednak gonią nas terminy rozmaitych zobowiązań, mnożą się skumulowane sprawy domowników, którzy nareszcie spotkali się w komplecie – a tu jeszcze chęć bycia na bieżąco z wydarzeniami na gruncie międzynarodowym, krajowym, lokalnym, towarzyskim… i ni z tego, ni z owego z tarczy zegara znikają ostatnie cyfry, zasysane przez czarną dziurę środków masowego przekazu i mediów społecznościowych. To strata tym bardziej dotkliwa, że postępuje niepostrzeżenie, kiedy po kolejnym „na minutkę” i „jeszcze tylko to sprawdzę” – łapiemy się za głowę, widząc, która godzina.

Żeby było jasne: doceniam wartość informacji i łatwego do nich dostępu, korzystam z wymiany dobrych praktyk i wspomagania kreatywności, jakie odbywają się dzięki internetowym ścieżkom komunikacji, wreszcie – rozumiem potężną i ludzką, po prostu, potrzebę poczucia przynależności do wspólnoty, choćby wirtualnej, choćby przez „polubienie”, choć przez komentarz lub udostępnienie (że nie wspomnę o tym przyjemnym uczuciu zajrzenia w czyjeś życie, może zidentyfikowanie się a może skrytykowanie…). Tyle, że nie ma nic za darmo a cena może być wysoka: czas.

(inspiracja: ćw. 6/58, Lokomotywa. Czytam i piszę. Część 3, GWO, Gdańsk 2019; projekt własny)

Mimo, że mam szczęście, wraz z moją rodziną, życie prowadzić w przeważającej większości offline, dobrze wiem, jak łatwo i szybko da się nabić całkiem wysoki, mierzony w godzinach, rachunek za to, co pozornie wydaje się niezbędne, a przynajmniej potrzebne. A że z wielkim przekonaniem o skuteczności popieram rozmaite wizualizacje planów i działań – powstała taka oto tabelka:

(inspiracja: ćw. 6/58, Lokomotywa. Czytam i piszę. Część 3, GWO, Gdańsk 2019; projekt własny)

A do tabelki – instrukcja:

A może kolorowanka?

W czasie wzmożonego klikania, zachęcona jedną z prac domowych osobistego syna, proponuję trening uważności i… koordynacji ręka-oko. Ale nie dla dzieci, nie, nie. Dla rodziców, nauczycieli, takich bardziej dorosłych – zarządzających swoim czasem, który ostatnio wielu z nas organizuje sobie na nowo.

Zabawa jest prosta: drukuję tabelkę (lub rysuję własną), przygotowuję kredki, flamastry i „zaznaczam czas poświęcony na różne zajęcia według zasady, że 1 kratka to kwadrans, 4 kratki to godzina”.

Po tygodniu wyciągam wnioski i drukuję kolejną tabelkę (lub rysuję własną…).
Dobrej zabawy.

P.S. Wersja dla tych, którzy nie bawią się i nie uczą z dziećmi: skreśl i zmień na np. przeglądanie porad kulinarnych/zdrowotnych/turystycznych/higienicznych…itp. oraz, odpowiednio poniżej, wprowadzanie ich w życie.

Pomysł na kolorowanie kwadracików-kwadransów zależnie od wykonanych czynności miał swoje źródło w zeszycie ćwiczeń Najstarszego, który przez tydzień żmudnie zliczał czas poświęcony obowiązkom domowym, zabawie na świeżym powietrzu, nauce, mediom, itp. Jako obserwator zaangażowania trzecioklasisty w tę pracę domową, stwierdziłam, że uwaga i świadomość – a następnie wynikający z nich wybór samego dziecka – to istotny początek zmian, które trwają zresztą do dzisiaj. Skoro to wciąga i przynosi efekt, dlaczego nie skorzystać samemu, dostosowując narzędzie do własnych potrzeb tak, aby skierować swoją dorosłą uwagę na tę przestrzeń działań, która (zbyt) łatwo wymyka się spod kontroli.

Koniec końców, projekt, który miał być po trochu zabawą a trochę sposobem na samomotywację, okazał się idealnie dopasowany do daltońskich trybików, których znaczenia dla rozwoju i kształcenia z pewnością nie muszę uzasadniać w tym miejscu. Niby zwykła tabelka, kredki w paru kolorach i liczenie czasu spędzanego w wirtualnym świecie, a przecież:

  • poprzez uważne organizowanie czasu pomaga podjąć odpowiedzialność za każdorazowo dokonywany wybór priorytetów; ponadto, sprawdzając efekty osobiście unikamy pokusy: a) zrzucania winy za swoje działania na kogokolwiek innego, b) manipulowania wynikami (i dlatego nie pokażę, jak wygląda moja, uczciwie wypełniona tabela 😉 );
  • kształtuje samodzielność w zakresie tworzenia własnych, indywidualnie dostosowanych narzędzi do projektowania rzeczywistości, w której mamy szansę odnaleźć optymalne warunki do osobistego rozwoju;
  • może wpłynąć zbawiennie na realną współpracę – szczególnie z tymi, których chcielibyśmy coraz bardziej uszczęśliwiać w efekcie działań wirtualnych; innymi słowy, pół godziny lepienia z dzieckiem prawdziwego Plastusia z prawdziwej plasteliny może przynieść lepsze efekty niż tak samo długie pół godziny surfowania w internecie w poszukiwaniu dziesiątej instrukcji wykonania plastelinowego ludka lub pięćdziesiątego DIY masy plastycznej z produktów dostępnych w każdym domu (które nadal stoją bezużytecznie na półce, podczas kiedy ja się zachwycam ich wirtualnymi przemianami na kolejnych kanałach popularnego serwisu);
  • i najważniejsze: osobista refleksja, która dzięki pogłębionej obserwacji pozwala wyciągnąć wnioski na przyszłość i trzymać się ich w miarę możliwości; taka, w wyniku której nie tylko poprawimy wyniki w zakresie zarządzania swoim czasem – co da się przeliczyć na kwadraciki – ale także polepszymy „dietę” własnego umysłu, obarczanego ogromnymi ilościami fast foodów w postaci szybko przerzucanych stron, powierzchownie czytanych, pchanych dalej postów, przewijanych filmików i dziesiątek, setek kliknięć w miejsca, o których za dzień, dwa, nie będziemy pamiętać. A gdyby tak mniej… a lepiej? Z sensem?

Kończąc ten o wiele za długi wywód, wyjaśnię jeszcze, że rysując sobie ot, kolorową tabelkę, a nawet później jej używając, nie szukałam tak rozległego uzasadnienia. I teraz z zaskoczeniem sama obserwuję, jak najprostsze, ale zindywidualizowane i poparte refleksją projekty mogą pomagać w porządkowaniu rzeczywistości nam najbliższej. A do tego niespodziewanie dochodzi odkrycie, że wartość planu daltońskiego nie słabnie po osiągnięciu magicznego progu lat osiemnastu (czy, jak w moim przypadku, pewnej jego wielokrotności). Przeciwnie, opierając się na zasadach daltońskich, także w wieku dorosłym uzyskujemy skuteczne narzędzia dla własnego rozwoju. Bo chociaż wtorek już nie jest dla nas niebieski a weekend nie zaczyna się żółtym kwiatkiem, to wciąż pozostaje wiele do zrozumienia, zweryfikowania i zaplanowania na nowo.

autorka:Joanna Świnoga-Jędrzejczyk – etnolog uczący się być nauczycielem, na razie więc studentka pedagogiki, ale praktyki mam od 9 lat, z trójką kolejnych dzieci…

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zapisz się na newsletter!

Zapisz się do naszego newslettera!
Szanujemy Twoją prywatność.