Cztery lata z planem daltońskim i tą samą przedszkolną grupą – Ewa Janus

18 kwietnia 2017 | Autorem wpisu jest: Robert Sowiński | Ilość odsłon: 2 797

„Niepubliczne Przedszkole Szkrabki  w którym pracuję, rośnie (albo raczej: starzeje się) razem ze mną. Nasza placówka powstała cztery lata, ja jestem tam nauczycielką od początku , ponadto grupa dzieci, którą przyszło mi się zajmować, rośnie razem z przedszkolem. Dwuipółletnie maluchy wyrosły na dojrzałe pięciolatki i właśnie szykują się do szkolnej zerówki. Było nam łatwiej, bo powstało zupełnie nowe przedszkole, zatrudniające nowych nauczycieli, wszystkich jednocześnie. Cała koncepcja pracy dydaktyczno – wychowawczej mogła zostać wymyślona i wprowadzona od pierwszego dnia.  Szkolenia dotyczyły całej kadry pedagogicznej, nie było trudności ze stopniowym uzupełnianiem kwalifikacji. I … było nam trudno – z tych samych powodów.

Jednym z wielu dobrych pomysłów ówczesnej pani dyrektor był ten, by wzorem placówek holenderskich, gdzie uczyły się wcześniej jej córki, wprowadzić u nas elementy pedagogiki planu daltońskiego. Miałam już kilkuletnie doświadczenie w pracy jako nauczycielka, ale plan daltoński znałam tylko z krótkich zajęć na studiach. Przeczytałam jedyną dostępną wówczas książkę[1], wszyscy zostaliśmy przeszkoleni i wzięliśmy się do pracy.

Najmłodsi – dwuipółlatki i trzylatki

Oczywiście w najmłodszej grupie nie mogłyśmy wprowadzić wszystkich elementów tej koncepcji od razu. Jeśli jednak ktoś z Was waha się , czy to dobry pomysł na pracę z maluchami to zdecydowanie polecam i zachęcam! Początkowo korzystałyśmy przede wszystkim z pomysłu na wizualizację zawartości półek i szafek. Dzięki zdjęciom umieszczonym w każdej części sali, dzieci mogły samodzielnie utrzymywać porządek, a my nie musiałyśmy wielokrotnie powtarzać instrukcji. Lubicie wciąż odpowiadać na pytanie: „A gdzie mam to odłożyć?”. Właśnie to mam na myśli.

Zdjęcia podziałały rewelacyjnie, podobnie jak obrazkowa instrukcja korzystania z toalety oraz zasady życia przedszkolnego. Proste w formie, jasne w przekazie, liczba zasad zawężona do pięciu, w końcu mamy do czynienia z maluchami. Niektóre dzieci potrzebowały wsparcia w szatni, więc we współpracy z rodzicami, wykleiłyśmy niektórym dzieciom instrukcję zakładania ubrań, krok po kroku (i po kolei).

Codziennie rano, tuż przed śniadaniem, witałyśmy się z dziećmi siedząc w kole i układałyśmy plan dnia z kolorowymi oznaczeniami dni tygodnia i kalendarz pogody. Na początku był bardzo prosty – ustalanie aktualnej pory roku, wsparcie w przyczepianiu obrazków ilustrujących kolejne czynności i informacja o pogodzie. Po kilku miesiącach zmieniłyśmy tę część dnia w takie króciutkie zajęcia dydaktyczne – aby wprowadzić elementy planu dnia czy kalendarza, proponowałyśmy dzieciom zabawy w rodzaju: „Zgadnij, gdzie się ukrył obrazek?”, „Co się zmieniło?” itp. Dzięki temu nasze maluchy nie tylko nauczyły się nazw, kolejności i przemienności pór roku, ale też udało nam się stworzyć poranny rytuał, który scalił i zintegrował naszą grupę. Do dzisiaj nie do pomyślenia jest, by tę część przedszkolnego dnia pominąć lub skrócić.

Kalendarze urodzin, ułożone zgodnie z porami roku pomogły dzieciom zrozumieć następstwo pór roku i były jasnym sygnałem, że nasze przedszkolaki z dnia na dzień stają się coraz starsze.

Korzystałyśmy też z sygnalizatora, ale używałyśmy go w nieco inny m celu. Kolorowe „światła” oznaczały natężenie głosu, jakim można było posługiwać się w danej chwili: zielony – zabawa i rozmowa swobodna, żółty- rozmawiamy ściszonym głosem, czerwony – staramy się pracować w ciszy. Niesamowite, jak szybko dwuipółlatki zaczęły się wzajemnie informować, jak teraz należy ze sobą rozmawiać! Oczywiście nie działo się to wszystko gładko i bezproblemowo. Niektóre dzieci radziły sobie z nami i naszymi pomysłami lepiej, inne potrzebowały więcej czasu.

Podczas cotygodniowych zajęć z eksperymentowania starałyśmy się wprowadzać dzieciom obrazkowe instrukcje, by oswoić je z tą formą pracy.

Widząc efekty naszej pracy, kontynuowałyśmy wszystkie działania w grupie trzylatków. Nasza grupa przeszła reorganizację – dołączyły nowe dzieci, które trzeba było wdrożyć do przedszkolnych aktywności. Pomysły z koncepcji planu daltońskiego bardzo ułatwiły nam pracę, ponieważ koledzy i koleżanki starsi „stażem” wspierali nowe dzieci udzielając wielu wskazówek. Dodałyśmy dzieciom obowiązki dyżurnych, codziennie wybierałyśmy dwoje dzieci, które były naszymi pomocnikami.

 

 Czterolatki

Poważny wiek, poważne wyzwania. Zdecydowałyśmy, że czas na wprowadzenie tablicy planowania zadań, czyli flagowego elementu pedagogiki planu daltońskiego. Zdecydowałyśmy, że zaproponujemy dzieciom dwa zadania tygodniowo jako obowiązkowe. W planie dnia wygospodarowałyśmy ok. pół godziny na pracę z zadaniami. Wprowadziłyśmy zasadę, że w tym czasie można albo zajmować się zaplanowaną pracą, albo bawić się, rysować, układać puzzle przy stoliku w taki sposób, by nie przeszkadzać innym. Nauczyło to nasze dzieci nie tylko odpowiedzialności za własną pracę, ale też szacunku dla pracy innych dzieci. Nie można bawić się autami, gdy ktoś pracuje nad zadaniem, bo to może mu przeszkadzać. Zawsze miałyśmy 2-3 propozycje zadań z każdej kategorii (czyli 4-6 tygodniowo), dzieci wybierały rodzaj pracy i dzień, w którym ją wykonają. Starałyśmy się, by zadania były atrakcyjne a do ich wykonania można było wykorzystać rzeczy rzadko używane. Jestem zwolenniczką koncepcji, że wszystkiego można nauczyć w atrakcyjny sposób, po co więc wciąż proponować czterolatkom zadania na kartkach? Nasze dzieci bawią się więc pianką do golenia, gruszkami do czyszczenia nosa, kłódkami, nasionami, sznurkami itp. Trudność sprawiła dzieciom sama tablica, bo jest przecież zapisem układu współrzędnych i nie było łatwo zaznaczać kropki w odpowiednich rubrykach. Nigdy nie nagradzałyśmy dzieci za wykonanie pracy. Podczas piątkowego podsumowania rozmawiałyśmy z dziećmi o tym, co im się podobało, co mniej, jaka była trudność zadań. Szczególnie zwracałyśmy uwagę na takie sytuacje, gdy komuś nie udało się wykonać pracy w określonym terminie np. zaplanował na środę, a zrobił w piątek. Zastanawialiśmy się wspólnie, co mogło być przyczyną i jak tego uniknąć w przyszłości. Oczywiście posługiwałyśmy się językiem czterolatków.

Praca w parach jako obowiązkowe, trzecie zadanie to największe wyzwanie, z jakim przyszło nam się zmierzyć. Pary dzieci  wybierane losowo w poniedziałek, praca wydawałoby się atrakcyjna, materiały ciekawe i rzadko używane w przedszkolu – miało być super. A były płacz, krew, pot i łzy 😉 Kiedy  para czterolatków próbowała się ze sobą porozumieć i wykonać pracę, nierzadko dochodziło do kłótni, obrażania się, czasem ledwie udało nam się zapobiec rękoczynom. Początki były bardzo trudne. W podsumowaniu zawsze rozmawiałyśmy o pracy w konkretnych parach, pozwalając dzieciom opowiedzieć o trudnościach, z którymi się mierzyły. Światełko w tunelu jakby jaśniało…

Pięciolatki

Z rzeczy dodatkowych  – wprowadziłyśmy pracę w zespołach i zegar daltoński. Dzieci wiedzą, jak organizować swoją pracę, jak się do niej przygotować, jak korzystać z instrukcji i kogo poprosić o pomoc, gdy taka jest potrzebna. Kiedy coś się nie udaje, nie rzucają wszystkiego w kąt, tylko próbują jeszcze raz. W ankiecie przeprowadzonej przez moją koleżankę, na pytanie „Dlaczego wykonujesz zadania z planu daltońskiego?” dzieci odpowiedziały m.in. „bo lubię”, „bo są fajne”, „bo tak trzeba”, „bo chcę się nauczyć”. Nie jest to takie wojskowe „tak trzeba” czyli „tak mi kazano, nie wiem po co”, raczej „Jestem przedszkolakiem, mam przedszkolne obowiązki, więc je wykonuję, bo jestem odpowiedzialny za swoją naukę”. Zanim dzieci nauczyły się czytać już potrafiły zrozumieć obrazkową instrukcję i ją zastosować w praktyce. Wystarczyło więc nauczyć je liter, by czytały ze zrozumieniem.

Czasem ktoś mnie pyta: „A co robisz, gdy ktoś nie chce pracować, nie wykonuje zadań?’. Nie wiem, nie spotykam się z taką wersją 😉 Przyjrzałabym się, dlaczego tak się dzieje. Może dziecko jest za bardzo obciążone, może zadania są nudne, źle dobrane, może nie ma wyodrębnionego czasu na pracę i trudno zrezygnować z zabawy, a może coś innego?

Gdybym miała wybrać jedną rzecz, która mi się w pracy z planem daltońskim udała najlepiej to byłaby współpraca dzieci. To, w jaki sposób traktują się nawzajem, jak się o siebie nawzajem troszczą, jak pozwalają sobie na różnice zdań, jak pięknie dochodzą do kompromisu, jak dążą do wspólnego celu, przenosi się na całe ich funkcjonowanie w przedszkolu, nie tylko podczas pracy z tablicą zadań. Nieważne, kim zostaną w przyszłości – z takim kapitałem – mogą wszystko.”

Gdybyście mieli ochotę poczytać o tym, jak zorganizować miejsce swojej pracy w przyjazne tej koncepcji, jak się przygotować i planować zadania, to zapraszam na bloga:

http://przedszkolezpomyslem.blogspot.com/

Ewa Janus

Nauczyciel i metodyk w Niepublicznym Przedszkolu Szkrabki w Warszawie

[1] Roehner R., Wenke H.: Pedagogika planu daltońskiego, 2011.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *