Metoda Bajkowskiej i koncepcja Helen Parkhurst w działaniu

3 września 2017 | Autorem wpisu jest: Robert Sowiński | Ilość odsłon: 1 172

„Muzyka posiada siłę formowania charakteru, dlatego powinna być wprowadzona w edukacji dzieci i młodzieży” Arystoteles.

Jako nauczyciel w przedszkolu zgadzam się z tym stwierdzeniem i ubolewam nad tym, że muzyka  w dzisiejszej edukacji jest traktowana jako zło konieczne i spychana na margines.

Jako młody, poszukujący nauczyciel trafiłam na metodę pani Lidii Bajkowskiej, okazało się że zdobycie jej książki „Bajka o Piosence i nutkach” graniczy dziś z cudem, porzuciłam więc pomysł zgłębiania tajników jej metody choć wydała mi się bardzo interesująca. Kilka lat później przypadkowo, wypowiadając się na jedym z forów nauczycielskich trafiłam na osobę, która dziś próbuje ożywiśc metodę Bajkowskiej na nowo. I tak zaczęła się moja przygoda z Metodą Bajkowskiej. Pamiętam jak czytałam „Bajkę o Piosence i nutkach” z wypiekami na twarzy i oczyma wyobraźni widziałam jak moje przedszkolaki przeniesione w świat bajkowy powoli poznają tajniki muzycznego świata. Wielu nauczycieli z któymi miałam kontakt twierdziło że to zupełnie niepotrzebne bo muzyka niczego nowego nie wnosi, jest trudna i dzieci szybko się zniechęcają.  Pomimo takich opinii 3 lata temu zaczęłam powoli zapraszać dzieci do świata muzyki,  stworzyłam w sali gimnastycznej „muzyczy las” wg opisu w książce, znalazłam na allegro lalkę podobną do głównej bohaterki – Piosenki oraz poprosiłam rodziców aby jeśli mogą przynieśli z domu dwa pluszaki – psa (Refrena ) i kotkę ( Zwrotkę). Pierwsze zajęcia wzbudziły w dzieciach zachwyt, nagle z przedszkolnyc murów przeniosły się w bajkowy, tak przecież im bliski świat, okazało się że mimo obaw moich koleżanek nauczycielek świat muzyki nie jest taki trudny, a dzieci z niecierpliwością czekają na kolejne zajęcia.

Rok później trafiłam do Przedszkola Miejskiego nr 25 w Sosnowcu, gdzie Pani Dyrektor wprowadziła Metodę Bajkowskiej jako innowację, w świat muzyki miały wejść wszystkie grupy przedszkolne od dzieci 2,5 do 6 letnich. Zostałam wychowawcą w grupie dzieci 3-4 letnich, fantastyczne dzieciaki i pełna wyzwań wychowawczych praca. Od pierwszych dni naszej wspólnej muzycznej przygody było ciekawie, dzieci poznały Pana Profesora Wiolina, który był symbolem ich grupy – Wiolinki, bardzo mocno utożsamiły się zarówno z postacią profesora, która wisiała w naszej sali, jak i z nazwą grupy ( same potrafiły wyjaśnić skąd wywodzi się ich nazwa, potrafiły wskazać klucz wiolinowy, który przecież nie otwiera drzwi tylko krainę wysokich dźwięków na klawiaturze fortepianu).

W kolejnych miesiącach poznawaliśmy kontrasty muzyczne ( każdy z Was nauczycieli w przedszkolu też to robi tylko nie stosujecie nazw muzycznych): forte( głośno)/piano (cicho), presto (szybko)/ lento (wolno), dur ( muzyka wesoła)/ moll (muzyka smutna) oraz 3 rejestry dźwięków: wysokie, średnie i niskie.

„Bajka o Piosence i nutkach”na której opiera się cała metoda daje ogromne pole manewru, uważam że jest ona fantastyczną pozycją dla dzieci w wieku przedszkolnym, gdyż dzieci kochają bajki i utożsamiają się z jego bohaterami. Wszystkie pojęcia muzyczne są personifikowane, np. Dzieci – nutki, presto – zając, piano – krople deszczu, co ułatwia dzieciom zapamiętywanie ich.

Z ogromną satysfakcją słuchałam opowieści rodziców o tym, że dzieci przynoszą z przedszkola jakeś nowe pojęcia ( poszerzają swoje słownictwo), a oni nie wiedząc o co chodzi szukają informacji w internecie, albo przychodzą zapytać mnie. Często słyszałam jak moje maluchy w rozmowie między sobą wykorzystywały świadomie pojęcia muzyczne przenosząc je na grunt tu i teraz, przykład? Proszę bardzo, oto rozmowa dwóch moich Wiolinek, wówczas 3 i 4 latka:

M: Parz, chodzi jak Babcia Klawiatura, całymi nutami.

O: No, wolna jest. Bo ma buty na kopytach.

Buty były oczywiście na obcasie 🙂

W trakcie zabaw dowolnych dzieci również wykorzystywały pojęcia muzyczne.

 Pewnego dnia w ogrodzie jeda z Pań zauważyła jak dwóch chłopców idzie bardzo wolno, zgiętych w pół, ze zmutnymi minami, pobiegła więc do nich z zapytaniem czy wszystko dobrze, to co usłyszała wprawiło ją w osłupienie: „Tak proszę pani, bawimy się w presto i lento”.

Często miałam możliwość słyszeć również od rodziców, że dzieci przenoszą zabawy i pojęcia muzyczne na grunt domowy. Dumą napawały mnie opowieści rodziców o tym, jak to dzieci bawiły się w „Ptaszki, pszczółki, niedźwiedzie” ( 3 rejestry) zmuszając ich do odgrywania ról, bądź w swoje wypowiedzi wplatały świadomie pojęcia muzyczne, np. „Ty tatusiu się tutaj dalej denerwuj, a ja usiądę na kanapie i będę piano”.

Nauczyciele powiedzą pewnie że to żadne osiągnięcie,przecież dzieci zawsze przenoszą to co dzieje się w przedszkolu na grunt domowy. Mnie jako zarówno nauczyciela przedszkola jak i muzyki najbardziej cieszy to, że dzieci świadomie używają tych pojęć, na każdym kroku pokazując mi to. Jedna z mam opowiadała, że słuchała z dzieckiem muzyki w domu w trakcie zabawy, nagle dziecko powiedziało, że ta muzyka jest strasznie mollowa ( smutna), czym zaskoczyła mamę.

Zauważyłam również obserwując moją grupę, że muzyka stała się nieodłączną częścią naszej codzienności w przedszkolu, dzieci same dopominały się o muzykę, same sobie robiły konkursy wiedzy czy dyktanda muzyczne, swobodna zabawa obfitowała w bohaterów „Bajki o Piosence i nutkach”.  Rodzice widząc postępy i zapał ich dzieci również zaangażowali się w muzyczne życzie przedszkola, zasponsrowali nam matę muzyczną – klawiaturę pianina oraz dzwonki ( gama), chętnie przychodzili na zajęcia otwarte, aż wreszcie wypowiedzieli się przed kamerą na temat wpływu Metody na edukację ich dzieci.

Kiedy moje maluchy poznały już kontrasty i potrafiły je rozpoznawać, znały wartości rytmiczne nut, rozpoznawały refren i zwrotkę w piosence przyszedł czas na pójcie krok dalej.

Pewnego dnia na naszej podłodze pojawiło się 5 długich linii naklejonych na podłodze, wzbudziły one w dzieciach nie lada ciekawość, służyły rano do zabaw ruchowych, gimnastyki, w trakcie zabawy dowolnej były trasą pociągu, ale dzieci ciągle nurtowało co to jest. Tak oto wprowadziłam pojęcie pięciolinii, korelacja matematyki z muzyką? Czemu nie. Pięciolinia jak się okazało wcale nie była taka trudna do opanowania przez dzieci, przy okazji utrwaliliśmy pojęcia przestrzenne: góra/ dół oraz liczyliśmy do 5. Pięciolinię wykorzystywałam również do zabaw grafo-motorycznych, np.dzieci rysowały na każdej linii inny kolor koralików ( 3-latki) albo owoce czy warzywa (4-latki).

I znowu muzyka stała się nam jeszcze bliższa, byliśmy już o krok od poznania tego najtrudniejszego – notacji nutowej. Pomyślicie teraz, a po co 3 latkowi znać nuty? Otóż, udowodniono naukowo że trening muzyczny  od najwcześniejszych lat korzystnie wpływa na ogólny rozwój dzieci. I tak wg badań opublikowanych m.in przez Arete Music Academy. „Statistical benefits of music in education.”, 2014 :

– dzieci, które uczą się muzyki, mają zwykle większe słownictwo i lepsze umiejętności czytania niż ich rówieśnicy, którzy nie uczestniczą w lekcjach muzyki;

– dzieci, które uczyły się gry na instrumencie muzycznym, lepiej uczą się wszystkich przedmiotów w szkole, lepiej pracują zespołowo, mają większe umiejętności krytycznego myślenia, nie porzucają szkoły / nauki, oraz kontynuują naukę na studiach

– uczniowie biorący udział w programach instrumentalnych o najwyższej jakości uzyskali na egzaminach z matematyki wyniki o 17% wyższe niż dzieci w szkołach bez edukacji muzycznej; oraz o 33% wyższe niż uczniów z ubogim programem chóralnym

– dzieci z muzycznym treningiem mają znacznie lepsze umiejętności uczenia się i zapamiętywania ze słuchu. Im dłużej trwał ich trening muzycznych, tym lepsza jest ich pamięć werbalna.

I co z tego,to tylko statystki powiecie. Owszem, macie rację, ale nie pisałabym o nich gdybym nie widziała ich na własne oczy. Moje Wiolinki, przecież to tyko 3, 4 latki dzięki korelacji muzyki z innymi dziedzinami edukacji osiągnęły wysokie wyniki w końcowym teście kompetencji. Obserwując moją grupę dzieci widzę, że czasem były  trudności np w dzieleniu wyrazów na sylaby, liczeniu sylab w wyrazie i przez te trudności dzieci się zniechęcały do dalszej zabawy. Często wystraczyło z nimi usiąść do klawiatury fortepianiu żeby wszystko nabierało sensu na nowo. Widzę, jak moje maluszki liczą sylaby na klawiszach, przeliczają i tworzą zbiory klawiszy, porównują czego jest więcej  – białych czy czarnych.  Bajkowy świat muzyki przenika wszystko inne i nadaje nowy sens rzeczywistości przedszkolnej, muzyka staje się wszechobecna.

Wróćmy jednak do tych nut, jesteście ciekawi jak im poszło?

Otóż wyobraźcie sobie że dzieci lubią dzieci i zapamiętują je doskonale wraz ze wszystkimi ich przymiotami. To właśnie w swojej książce wykorzystała Lidia Bajkowska dokonując personifikacji nut i czyniąc każdą z nich wyjątkową osobistością. Na początku oczywiście tylko poznaliśmy te dzieciaki, zaprosiliśmy do wspólnej zabawy. Rozwijaliśmy mowę opisując każdą z tych postaci,próbowaliśmy ułożyć własne historie wykorzystując je. Jak się jednak później okazało, nutki spadły z muzycznej drabinki i poprosiły Wiolinki o pomoc, usadzenie ich na odpowiednich miejscach. Znowu przyszło nam się zmierzyć z trudną matematyką: pod pięciolinią, na pierwszej/ drgiej linii, na drugim polu….

Wiolinki wyszły obronną reką z tego zadania utrwalając wiele z pojęć matematycznych i muzycznych. Potem same zamienily się w nutki i siadały na liniach wg ściśle określionej instrukcji, wszak każda nutka ma swoje stałe  miejsce. Jakież było jednak zdziwienie Wiolinek kiedy okazało się że te same dzieciaki mieszkają nie tylko na muzycznej drabince ale również na znanej już klawiaturze piaina razem z ptaszkami, pszczółkami i niedźwiedziem. Zabawy z klawiaturą nie miały więc końca, zaczynaliśmy od takiej dużej maty na której układaliśmy nutkowe buźki, następnie szukaliśmy tego samego dźwięku na pianinie.  Przecież „rozwijaliśmy nasze uszy” (Piotr).

Tak minął nam pierwszy rok zmagań ze światem muzyki. Za kilka dni rozpocznie się kolejny, ale nie myślcie że nic więcej już się o muzyce nie nauczyczymy, mamy przed sobą jeszcze etap nauki gry z nut ( świadome odtwarzanie), tak pamiętam że gamę już umiemy:) oraz naukę komponowania  ( świadome tworzenie), czyli przed nami jeszcze sporo wyzwań.

Pisząc ten artykuł naszła mnie taka refleksja, pewnie powiecie, że Wiolinki tak mocno zatopiły się w ścianie muzyki bo to mój świat i przelewam na nie moje pasje. Pewnie macie trochę racji, jednak widząc efekty pracy, jak bardzo takie małe dzieci rozwinęły się ( nie tylko muzyczne) uważam że warto. Każdy z nas jest inny, nigdy nie zmuszałam dzieci do zabaw muzycznych czy gry na instrumencie, widzę jednak że nawet ci najbardziej wytrwali w „staniu z boku” po jakimś czasie sami zaczęli bawić się ” w muzykę”. Obserwuję jak dzieci tłumaczą sobie wzajemnie pewne zachowania społeczne przez pryzmat „Bajki o Piosence i nutkach”, np. ” A co jakby Refren uderzył Zwrotkę? Już by nie byli przyjaciołami”. Cieszy mnie kiedy idąc czasem na spacer ulicą dzieci słyszą muzykę i mówią że jest durowa/ mollowa, albo forte/piano. Każdy dzień jest wyzwaniem ale również ogromnym sukcesem.

Komu polecam metodę? Każdemu,nie tylko muzykom czy pasjonatom muzyki. Metoda Bajkowskiej jest dla każdego z Was, wystarczy wziąć książkę i po prostu ją czytać, w niej zawarty jest cały bajkowy świat muzyki. Metoda Bajkowskiej nie ogranicza nauczyciela, można ją łączyć z każdą dowolnie przez siebie wybraną metodą umuzykalniania dzieci: Batti Strauss, Orf, Dalcroze?Proszę bardzo.

Sami zobaczycie że warto uczyć dzieci muzyki. Nabyte umiejętności pokażecie później na każdej imprezie przedszkolnej, dzieci które świadomie słuchają muzyki pięknie śpiewają ( potrafią modulować głos, nie ma krzyku), szybciej zapamiętują teksty czy układy taneczne. Przykład? Mój 4 latek zapamiętał połowę strony A4 tekstu pisanego prozą, był narratorem podczas przedstawienia. Moje 3 letnie dziewczynki opanowały trudny taniec i zatańczyły go na festynie przedszkolnym bez żadnej podpowiedzi z mojej strony.

Trzymajcie za nas kciuki 🙂

Ewa Motyka

4 komentarze

  • Janka 14 października 2017 at 17:54

    To wspaniale, że wprowadza Pani teorie muzyki juz w tak młodej grupie. A jakiego materiału zrobiona jest ta podłogowa klawiatura? Swietnie wygląda. Chciałam sprostować, ze klucz wiolinowy dotyczy nie tylko dźwięków wysokich ale tez średnich. Pozdrawiam. Ania

    • Ewa 16 października 2017 at 15:20

      Klawiatura jest zrobiona z materiału podonego do tego, na jakich drukuje się banery.
      Ma Pani racje co do klucza wiolinowego, jednak nie sposób czasem na papier przelać wszystkich swoich myśli w danej chwili. Pozdrawiam 🙂

  • Janka 16 października 2017 at 22:50

    Dziękuje za odpowiedz. Świetna ta mata! Czy wykonała ją Pani sama, czy mozna gdzies ją zakupić?

    • Ewa 29 października 2017 at 22:23

      Mata była prezentem od jednego z rodziców. Z tego co mi jednak wiadomo czasem trafiają się na olx, trzeba polować 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *